Sukcesy artystyczne

15 grudnia wraz z uczennicami uczestniczyłam w uroczystym spotkaniu podsumowującym XI Powiatowy Konkurs Artystyczny "Gimnazjalne rozmaitości" pod tytułem "Pamiętajcie o ogrodach". Miło mi poinformaować, że nagrody i dyplomy otrzymały:
w kategorii literackiej:
 Patrycja Michalik
z klasy III d za zdobycie I miejsce -  praca p. t. „Fontanna nieśmiertelności”,
 Justyna Kuczkowska z klasy III d za zdobycie II miejsce -  praca p. t "Trwaj ma historio”
w kategorii plastycznej:
Adriana Pilarska
z klasy I c za zdobycie II miejsca - praca "Bajkowy ogród"

Z przyjemnością zauważyłam, że kilka - co prawda nienagrodzonych - prac plastycznych naszych uczniów uświetniło podsumowującą konkurs wystawę.
Fotorelacja z uroczystości wręczenia nagród i dyplomów znajduje się w Galerii zdjęć
Poniżej zamieściłam nagrodzone prace literackie, do czytania których gorąco zachęcam            z-ca dyr. Weronika Sitarz

PATRYCJA MICHALIK - "Fontanna nieśmiertelności”

Dawno, dawno temu w ogrodzie… Nie był to jednak zwykły ogród. Znajdowała się w nim ogromna, niezwykła fontanna. Była strzeżona przez najlepszych strażników, by żaden człowiek się z niej nie napił. Dawała ona bowiem nieśmiertelność. Choć uważano to za zwykłą bajkę  i tak nikogo do niej nie dopuszczano. Nikogo? Nie jestem tego aż taka pewna.
Pochodzę z bardzo możnej rodziny, więc często zapraszano mnie na różne uroczystości… I od tego wszystko się zaczęło.
Miałam siedemnaście lat. Wraz z rodzicami zostałam zaproszona do zwiedzania ogrodu, który powstał obok głównej siedziby obecnie panującego króla naszego kraju. Nie byłam z tego powodu zbytnio zadowolona, ponieważ oglądanie nowych nabytków władcy nie należało od moich ulubionych zajęć. Tego dnia zostałam jednak mile zaskoczona. Ogród, który zaprojektowali, a później zajmowali się nim najlepsi architekci krajobrazów i artyści, był cudowny!
Gdy weszłam przez ogromną bramę porośniętą bluszczem, nie mogłam powstrzymać westchnienia. Ujrzałam bowiem największy cud przyrody, który przeszedł moje wyobrażenia. Już wiedziałam, co król miał na myśli, mówiąc, że ogród ten jest jego największym skarbem. Był tak ogromny, że nie potrafiłam ogarnąć go wzrokiem, a idealnie przycięta trawa mieniła się w promieniach słońca najpiękniejszym odcieniem seledynu. Przechadzałam się wraz  z rodzicami  alejkami wyłożonymi kamieniem i z zachwytem przyglądałam otoczeniu. Gdzie nie spojrzałam, widziałam nieznane mi rodzaje roślin o tak głębokich kolorach, jakich nie spotkałam nigdzie indziej, a ich idealne rozmieszczenie mogło tylko dać do myślenia, jak bardzo twórcy tego dzieła musieli się natrudzić. W oddali dostrzegłam kilka wielkich rzeźb postaci ludzkich wykonanych z niezwykłą jak na te czasy precyzją i wyobraźnią. Niektóre z nich bardzo przypominały mi bogów greckich, ale nie byłam pewna, czy to na ich wzór wykonano te arcydzieła. Strumyki, ławki, boskiety… Wszędzie dostrzegałam coś nowego i niesamowitego. Czułam się, jakbym była w jakiejś cudownej krainie i przez chwilę zastanawiałam się, czy aby nie śnię. Nie pojmowałam , jak  można było uzyskać takie niewiarygodne kontrasty i światłocienie.
Jak przez mgłę słyszałam głos mojej matki, z której ust ciągle wychodziły jakieś skomplikowane nazwy, gdy zachwycała się kwiatami. Zdołałam zapamiętać jedynie mirty, róże damasceńskie, jaśminowce i magnolie drzewiaste. Przyglądałam się tej zaczarowanej krainie i nawet udało mi się rozpoznać fiołki, lilie oraz narcyzy. Nigdy nie interesowałam się roślinnością, więc moja wiedza na ten temat była bardzo ograniczona.
Nagle moją uwagę przykuła ogromna fontanna, która dzięki słońcu wydawała się emanować blaskiem, a jej śnieżna biel aż raziła oczy. Niesamowite, pomyślałam i w tym samym momencie dostrzegłam po obu jej stronach parę strażników. Zmarszczyłam brwi. Stali tam i niszczyli całą magię tego miejsca!
- Dlaczego fontanna jest strzeżona? - odważyłam się spytać króla.
Rodzice posłali mi ostrzegawcze spojrzenia, ale je zignorowałam. Moja ciekawość zawsze brała górę nad rozsądkiem.
- Ponieważ to zabytek. Pochodzi ze starożytnej Grecji. Ludzie wierzyli, iż woda tej fontanny daje ludziom nieśmiertelność. Cudowna, prawda? - westchnął właściciel, podziwiając swój skarb. Ruszyliśmy dalej.
Ja jednak już nie obserwowałam ogrodu z tak ogromnym zapałem, jaki ogarnął mnie po wejściu do tej przepięknej krainy. Tajemnicza fontanna za bardzo mnie zaintrygowała i nie mogłam przestać o niej myśleć. Wiedząc, że władca darzy mnie sympatią, postanowiłam to wykorzystać i zapytałam, czy mogłabym powrócić do początku ogrodu, gdyż bardzo spodobały mi się tamte rośliny i chciałabym jeszcze chwilę na nie popatrzeć. Król zgodził się po chwili zastanowienia, za co mu podziękowałam. W pośpiechu wróciłam tą samą drogą w okolice fontanny. Czułam, jak jej moc przyciąga mnie coraz bliżej i bliżej… Aż w końcu jeden ze strażników bacznie zaczął mi się przyglądać.
- Jestem tutaj z polecenia króla. Rozkazał mi sprawdzić stan wody - powiedziałam, próbując się jakoś usprawiedliwić.
- Król nie pozwala nikomu zbliżać się do fontanny, nie mówiąc już o piciu z niej - odrzekł.
- Mnie pozwolił. Jeżeli chcecie, możecie go dogonić i zapytać, ale może być nieco rozzłoszczony, jeśli zakłócicie mu spacer po ogrodzie z tak błahego powodu - stwierdziłam z wysoko podniesioną głową.
Czego nauczyłam się, żyjąc przez tyle lat wśród straży? Że trzeba być zawsze pewnym swoich słów, a ci uwierzą. Tak było również i tym razem. Strażnik przez chwilę studiował moją twarz, po czym odsunął się, robiąc mi miejsce. Zawsze nabierają się na to samo, pomyślałam z uśmiechem i zanurzyłam dłonie w krystalicznie czystej wodzie. Następnie pochyliłam się, aby mieć do niej łatwiejszy dostęp i móc się napić. Przypominając sobie słowa władcy, przez ułamek sekundy zawahałam się, jednak moja ogromna ciekawość i upór znowu wzięły górę. Ostatecznie, nie mogąc się oprzeć, skosztowałam odrobinę tej ponoć magicznej, dającej wieczną młodość wody. Myślałam, że coś się stanie, jednak nie wyczułam w sobie żadnej zmiany, a woda smakowała dokładnie tak samo jak ta, którą piłam w domu. Pokręciłam z rozczarowaniem głową i ironicznie uśmiechnęłam się do siebie, kpiąc w ten sposób ze swojej naiwności, po czym ostatecznie powróciłam do towarzystwa króla i rodziców. Z większym zainteresowaniem, już nie niepokojona myślami o „magicznej fontannie”, przez następną godzinę zwiedzałam ogród, wysłuchując komentarzy i zachwytów jego dumnego właściciela. A naprawdę było co oglądać! Ogród zaplanowano w stylu francuskim. Od głównej alei biegnącej przez środek ogrodu rozchodziło się wiele pomniejszych, skomponowanych w doskonałej symetrii. Żywopłoty ukształtowane przez artystów - ogrodników w różnorodne figury geometryczne, ale i baśniowe postaci pobudzały naszą wyobraźnię. Niezliczone fontanny ( oprócz oczywiście tej „magicznej”), a nawet fontanny – niespodzianki ( jak ta, ukryta za ławeczką, uruchamiająca się automatycznie i spryskująca wodą strudzonego spacerowicza nieświadomie na niej siadającego i szukającego wytchnienia) przecudnie szumiały, tryskając kaskadami wody błyszczącymi w promieniach słońca jak miliony najpiękniejszych brylantów. Różnobarwne, kolorowe klomby kwiatowe jak dywany rozpościerały się we wszystkich częściach ogrodu. Każdy z nich odznaczał się swoistym i niepowtarzalnym pięknem oraz kontrastującą kolorystyką wielu gatunków kwiatów.
Gdy wróciliśmy do pałacu na podwieczorek, ciągle byłam pod wrażeniem tego, co zobaczyłam. Rodzice prowadzili konwersację z królem, a ja - nadal zauroczona – spoglądając z okien salonu, podziwiałam dzieło królewskich ogrodników i rozmyślałam.
A magiczna fontanna? Myślicie z pewnością - tak jak ja wtedy - że to była tylko zwykła bujda? No to czas się przedstawić. Nazywam się Patricia Bennett, mam ponad trzysta lat i od tamtego dnia nie postarzałam się ani o dzień.

„Jestem wierny zasadzie,
że kiedy jesteśmy o czymś przekonani,
naszym obowiązkiem jest dążyć do tego
 nawet wbrew instynktownemu strachowi.”
- H.C.Andersen


JUSTYNA KUCZKOWSKA„Trwaj ma historio”

Dawno, dawno temu w magicznym ogrodzie stał wielki dąb. Jednak ani ogród, ani potężne drzewo nie były zwykłym ogrodem i dębem. Ogród ten zamieszkiwały wróżki, czarodziejskie motyle i skowronki przepięknie wyśpiewujące swoje nieskończone trele. Teren ogrodu obejmował krainę rozedrganą promieniami słońca, ciągnącą się aż do wielkiego zamczyska, w którym od dawien dawna panował szlachetny królewski ród. Natomiast drzewo... ono było jeszcze bardziej niezwykłe. Dąb liczył sobie więcej lat niż ogród i był trwalszy od kamiennego zamczyska.
Było to drzewo dobra, w którym mieszkały wszelkie malutkie stworzonka hasające po jego rozległych konarach. Wiewiórki bawiły się w berka, przemykając w gęstych liściach. Ptaki zakładały gniazda, wiedząc, że tu nic im nie grozi. Bajkowe drzewo samą aurą przyciągało bezbronne istoty i dawało azyl, jakiego nie można było znaleźć gdzie indziej. To właśnie przy tym dębie przesiadywała królewska córka o włosach jasnych niczym promienie słońca i błękitnych jak niebo oczach. Na imię jej było Kassi, lecz niektórzy zwali ją Aniołem. Samotnym Aniołem... Nie zawsze była sama, nie zawsze czekała, aż powróci jej książę. Znała swojego królewicza od najmłodszych lat, od zawsze. Zawsze też wiedziała, że są sobie przeznaczeni, ale ktoś zmienił ich historię. Piękny sen prysł. Jej ukochany zaginął.
Mijały lata. Kassi dorastała. Z każdym dniem stawała się piękniejsza, a jej uroda bardziej delikatna, niebiańska. Niejeden młodzieniec starał się o jej rękę, jednak żadnemu nie udało się przejść przez labirynt ogrodu, w którym się ukryła. Taki był warunek postawiony przez jej ojca. „Kto znajdzie drogę do mojej córki, temu pozwolę ją pojąć za żonę” - mówił. Kassi poprosiła wróżki, aby pomogły jej się ukryć w ogrodzie.
- Piękne wróżki, które skrzydłami swymi sypiecie złoty pył, nie pozwólcie, aby mnie odnaleziono, uczyńcie mnie na wasze podobieństwo niewidzialną – zawołała.
Tak też się stało. Czas mijał. Stary król tracił cierpliwość, ale Kassi nie pozwalała się odnaleźć. Wciąż tęskniła i czekała na powrót księcia. Lecz pewnego dnia...
- Mój skowronku, który jak melodia duszy wygrywasz najwspanialsze nuty – szeptała do stworzenia – ty znasz drogę poprzez ogrody, ty ponad labiryntem wznosisz się i odnajdujesz drogę. Odnajdź i jego. Poprowadź mnie.
Poszła, lecz zanim to uczyniła, otrzymała od wróżek bransoletę wykonaną z gałązki dębu mającą jej dać dar rozpoznawania zła. Najgroźniejsza, a zarazem najpiękniejsza podróż jej życia rozpoczęła się. Klucząc barwnymi alejkami ogrodu, poznawała nowe kwiaty o fantastycznych barwach, kształtach i nęcącym zapachu. Czasem odpoczywała na cytrynowej trawie i rozkoszowała się smakiem dojrzałych malin. Nigdy nie sądziła, że piękno otaczającego ją świata może być tak zadziwiające. Kompozycje, istne miasta kwiatów, sprawiały, iż z chęcią zostałaby w magicznej krainie ogrodu wraz z wróżkami, elfami i innymi czarodziejskimi stworzeniami. Chciała poznać ich najdziwniejsze sekrety i pomagać przy niecodziennych kłopotach. Chciała uczyć się żyć w harmonii ze zwierzętami i całym tym bajkowym światem. Zdobywała doświadczenie, które później miało jej się przydać. Poszła jednak dalej. I nagle...
Skończyły się taneczne ogrody nimf, oazy piękna srebrzące się w świetle księżyca, a zaczęła mroczna część krainy. Jak za dotknięciem magicznej różdżki, kwiaty uschły, zapanowała jesień, potem zima. Krajobraz stał się ponury, nawet skowronek przerwał swój radosny śpiew. Przestraszył się czegoś. Kassi, która natychmiast to zauważyła zdecydowała:
- Leć, mój mały przyjacielu. Wracaj do naszej oazy, tam będziesz bezpieczny. Dam sobie radę...
Ptak odleciał, a ona została sama. Bransoleta nie była jedynym darem wróżek, który otrzymała Kassi na wyprawę. Dziewczyna miała również wspomnienia, rady, wiarę w słusznosć swojego celu i nadzieję. Nadzieję, że starczy jej sił na walkę o ukochanego. Szła uzbrojona  w odwagę. Gdy cierniste krzaki raniły jej delikatną skórę, nie krzyczała. Dzielnie znosiła chłód nocy, gdyż wiedziała, że znajduje się u kresu wędrówki. Drżała na samą myśl o spotkaniu z przeznaczeniem.
Czuła, że zło czai się wokół niej. Krwawy księżyc wyszedł zza chmur, zmieniając cienie w wyjące upiory. Nie rozumiała tylko, dlaczego Mrok jeszcze nie odważył się jej tknąć. Usłyszała wycie wilków, przeszywające krakanie czarnych jak smoła ptaszysk, prawie widziała przerażający pochód nocnych zmór czających się w ciemnym, ponurym lesie. Lecz dostrzegała też coś innego. On tam był. Nie mogła go nie rozpoznać.
Przystanęła, wiedząc, że dalsze kroki nie mają sensu. Królewicza nie było na końcu strasznego ogrodu, nie był więziony przez Ciemność. On był Ciemnością i koszmarem. Trudno było jej w to uwierzyć.
- Wiec jednak przybyłaś – usłyszała za sobą jego cichy, mroczny głos. Odwróciła się, jednak nikogo nie spostrzegła. - Nie powinno cię tu być – dotknął jej ramienia, pojawiając się przed Kassi. Dziewczyna odruchowo cofnęła się.
- Blais – szepnęła, nie wierząc własnym oczom. Jej książę z bajki zmienił się tak, jak dzień zmienia się w noc, a księżyc zastępuje słońce.
- Kassie – czule dotknął jej policzka, lecz w tym geście było coś przerażającego. - Nie powinno cię tu być. Ale skoro jesteś, zacznijmy zabawę.
Przerażona zaczęła uciekać w niewiadomym sobie kierunku. Może biegła wstecz, może gdzieś, gdzie nie docierało słońce... Nie. Nie powinna tego robić. Powinna uciec z nim, przeszło jej przez myśl. Przecież po to tu przybyła. Zagubiona przewróciła się, boleśnie uderzając kolanami o czarną ziemię. Podniosła się i nagle bransoleta zalśniła, a to mogło oznaczać jedno. Ta, która zmieniła przeznaczenie, przybyła.
- Kassi – złośliwie uśmiechnęła się stara i pomarszczona władczyni Mrocznej Krainy - Tyle czasu minęło odkąd ostatni raz widziałam cię z Blaisem w moich progach. Naprawdę nie pamiętasz? Cóż, trudno. Przypomnę ci – ciągnęła jadowitym tonem. - Mieliście wtedy po pięć lat, byliście piękni i naiwni jak ty teraz. Wierzyliście w szczęśliwy los, a wasze szczęście sprawiło, że zapragnęłam je mieć. I wzięłam.
- Nie rozumiem... - głos księżniczki zadrżał, kiedy zwracała się do okrutnej kobiety.
- I nie musisz. On był twoim szczęściem, więc zamieniłam go w gniew – rzekła. - Zakończyłam twoją historię, zanim się zaczęła... Zmieniłam wasz los.
- Nie – sprzeciwiła się dziewczyna, już teraz pewna, że będzie walczyć z czarownicą. - Kłamiesz, a Blais... on... - zacisnęła pięści w ślepym gniewie. - Kocham go – powiedziała z głębi serca. Pierwszy raz udało jej się ująć uczucia w słowa i wszystkie trudności nagle zniknęły. Poczuła niezwykłą siłę.
W tym momencie stało się coś niewiarygodnego. Bransoleta Kassie zalśniła mocniejszym blaskiem, a promienie z niej emanujące poraziły czarownicę. Ta, opętana przez świetlistą magię, momentalnie rozpadła się w czarny pył, jakby rozwiał ją wiatr. „Czas, aby spełniło się twoje życzenie” - usłyszała głosy.
Kassie zamarła, nie wypowiedziała ani jednego słowa. Zamiast tego pomyślała o magicznych istotach, które ją zawsze wspierały. Życzenie zaczęło się spełniać. Wróżki ponownie zawładnęły ciemną częścią magicznego ogrodu. Magiczne różdżki zatańczyły, rozsypując złote iskry nad czarną przyrodą. W jednej chwili szarości nabrały kolorów tęczy, a na odrodzoną przyrodę padło złociste światło słońca. Rosa zalśniła w jego blasku, a kiedy przezroczyste krople spłynęły na ziemię, ta odżyła feerią zieleni i kwiatów. Ciężkie, różnobarwne kielichy skłaniały się w stronę ksieżniczki, roztaczając wokół cudowne zapachy. To przecież było jej życzenie.
Ostatnia, migocząca gwiazdka opadła z magicznej różdżki na już odrodzoną, a jeszcze przed chwilą mroczną, nierodzącą owoców i kwiatów ziemię.
„Coś się skończyło, coś się zaczęło”.
Kassie poczuła, jak obejmują ją ciepłe ramiona. Nie musiała patrzeć. Wiedziała... Królewicz Blais powrócił.
- Chodź, Kassi. Czas wrócić i napisać bajkę od nowa.

BIP

logo BIP

Polski Portal Edukacyjny
Polski Portal Edukacyjny

Nasz FacebookFACEBOOK

Nasze Miasto

Copyright © 2015. All Rights Reserved.